Provinz Posen, czyli historia inteligentnie wytańczona

Provinz Posen, czyli historia inteligentnie wytańczona
Provinz Posen – foto Radek Zawadzki

Zderzenia folku z elektroniką są trudne, bo jak tu nie zbezcześcić jednego i nie strywializować drugiego? Provinz Posen pokazuje, że prowincja poznańska może być bardzo wielkomiejska. Tradycyjny duch został zaklęty w maszynie i czeka teraz na laury

Projekt Provinz Posen został nominowany (w kategorii „Album roku – muzyka świata”) do Fryderyka, najważniejszej polskiej nagrody fonograficznej. Znalazł się w gronie jedenastu finalistów organizowanego od 1998 roku, prestiżowego konkursu na Folkowy Fonogram Roku 2019. Koncertował w studio radiowej Trójki i na scenie TVP Kultura, ale też radził sobie z biletowanym graniem, a ludzi nie brakowało. Jeżeli go recenzowano – to wyłącznie dobrze. Pozostaje zadać sobie pytanie, dlaczego mówi się o nim tak mało? Pojawiła się szansa na większe zainteresowanie w związku z wyżej wymienionymi wyróżnieniami, ale w paradę wszedł niestety koronawirus, prawdziwy kat branży muzycznej. Dlatego nie ma co narzekać, należy przedstawiać i popularyzować.

Dwa Michały

Historia zaczyna się od dwóch Michałów będących (za sprawą Much czy Afro Kolektywu) bohaterami sceny alternatywnej. Ten pierwszy – Wiraszko – dostał zamówienie od miasta Poznań na muzykę na setną rocznicę wybuchu powstania wielkopolskiego. Ten drugi – Szturomski – kręcił nosem, bo takie płyty okazjonalne kojarzą się z chałturą, kołem ratunkowych dla wypalonych twórców.

– Po czym okazało się że miasto nam daje kompletną wolność jeśli chodzi o sposób realizacji tego materiału i spodobał im się pomysł totalnej dekonstrukcji dźwiękowej. Wtedy zapaliła mi się zielona lampka, że może to jest rzeczywiście fajny pretekst żeby zrobić odjechaną, postmodernistyczną płytę opartą o brzmienie instrumentów z regionu – opowiada Szturomski.

Za szaleństwa wokół tańców wielkopolskich brał się duet, niemniej skład się rozrósł. Zaproszona do śpiewu w dwóch utworach Daga Gregorowicz na próbach przed Enea Spring Break Festival 2019 wypadła ze swoimi improwizacjami tak dobrze, że panowie nie mieli wyboru.

– Od 12 lat gram w polsko-ukraińskim zespole DAGADANA, który także zajmuje się muzyką świata. To właśnie ten gatunek jest mi najbliższy, bo zapewnia możliwość nieustającego eksperymentowania z gatunkami i podróż w czasie w wehikule kulturowym. Praca z wszystkimi muzykami z Provinz Posen jest dla mnie szalenie inspirująca. Od założycieli, czyli genialnego tekściarza i muzyka Michała Wiraszki, nadwornego elektronika Michała Szturomskiego, strażników kultury ludowej ze Zbąszynia na czele z Janem Prządką po grającą na lirze korbowej Malwinę Paszek i legendę polskiego yassu, klarnecistę Jerzego Mazzolla – mówi Gregorowicz. I dodaje: – Kocham zarówno trzyosobowe szaleństwo, które ociera się o muzykę techno, jak też PP w szerszym składzie, bo w wersji pełnej jest nas na scenie ósemka.

Tradycja i nowoczesność

Z jednej strony techno, z drugiej folk – to wciąż nie mieści się we wszystkich głowach. Paradoksalnie te tradycyjne okazywały się najbardziej otwarte. Kiedy tradycja nie oddycha, to się dusi, a muzyka elektroniczna stanowi często kod kulturowy zrozumiały pod strzechami. Provinz Posen budując ze strzępków mazanek czy klarnetu autorskie konstrukcje nie czuł żadnego dysonansu.

– Najpierw zrealizowane zostały nagrania terenowe, z muzykami z regionu kozła – ze Zbąszynia. W miedzy czasie uzyskaliśmy prawa do oryginalnych nagrań muzykantów wydanych przez Polskie Radio, jak również archiwalne wywiady z prawdziwymi powstańcami. No i w tym momencie trzeba było opracować metodologię – w jaki sposób chcemy się z tym „rozprawić”. Metoda powstała w pewnym sensie sama – zaimportowałem te partie instrumentów do współczesnych urządzeń do samplingu, i okazało się że te stare ludowe instrumenty (w szczególności kozioł) brzmią jak najwspanialsze na świecie syntezatory. Szlachetny materiał wyjściowy połączył sie z elektroniką w sposób całkowicie naturalny, dając zupełnie unikatowe brzmienie – w większości przypadków pasmo basowe na tej płycie, to oryginalne brzmienie kozła – tak Szturomski streszcza przebieg prac.

Element ludowy

Inspiracje? Gdzieś między Grzegorzem z Ciechowa a Jonem Hopkinsem i Amonem Tobinem, choć bliżej poszukujących elektroników, gdyż – jak wyznaje mój rozmówca – Ciechowski zrobił płytę popową dla mas, a im wyszła płyta dla wariatów którzy szukają czegoś nowego. Element ludowy łączy się z narracją powstańczą, obertasy i chodzone tańczone są nienachalnie i inteligentnie (tu ukłon do brytyjskiego gatunku Intelligent Dance Music, który pod „parkietową” nazwą krył zgoła muzykologiczne ambicje), ludowe metrum potrafi być przepracowane i rozpędzone do np. chicagowskiego footworku, udaje się przy tym nie wytracić emocji i melodii. Drewniane mogą być samplowane, sięgające czasów średniowiecza skrzypce, ale nie kompozycje.

Chciałem napisać od siebie coś więcej, ale nieopatrznie poprosiłem o komentarz Marcina Kostaszuka, dziennikarza muzycznego znanego z łam Głosu Wielkopolskiego i zastępcę dyrektora w wydziale kultury urzędu miasta Poznania. Wskażę więc tylko „Strzały na mieście” jako swój ulubiony numer i pozwolę mu mówić, gdyż ujmuje pełen kontekst:

Niepospolite ruszenie

– Provinz Posen to transowe egzorcyzmy nad kulturą regionu, zawieszonego między porzundkiem, a ordnungiem. Poznaniak lubi myśleć o sobie w kategoriach obywatela świata, ale wystarczy, że wyjedzie za opłotki w dowolnym kierunku – na Szamotuły, Wolsztyn czy Zbąszyń – by nizinno-rolniczy krajobraz przywrócił właściwe proporcje. Pod tą pokrywką wrze od lat, z jednej strony za sprawą tradycjonalisty Jacka Hałasa i jego Domu Tańca, z drugiej za sprawą młodych muzykantów z orkiestr dętych, którzy dorwali się do elektroniki, jak niedocenieni We Call It A Sound. Provinz Posen są niepospolitym ruszeniem, które przerywa nieformalny kulturowy kordon sanitarny wokół Wielkopolski, wrzucając jej mało znaną nawet w samym Poznaniu muzyczną tradycję na głębokie basy – opisuje Kostaszuk. Pozostaje tylko odesłać do albumu i prosić o trzymanie kciuków na tyle mocne, by na przedsięwzięcie spłynęły wszystkie zaszczyty i honory, które mu się należą. Pytanie ze wstępu płyty, „Co nowego stało się w Poznaniu?”, należy uznać za retoryczne.

Marcin Flint

Foto Radek Zawadzki

Album Provinz Posen (zatytułowany tak jak grupa) wydała Wytwórnia Krajowa. Wyniki głosowania przyznającej Fryderyki Akademii Fonograficznej zostaną opublikowane w internecie 17 marca. Ogłoszenie wyników konkursu na Folkowy Fonogram nastąpi 1 kwietnia 2020 roku

Leave a Reply