Recenzja Labasheeda “Status Seeking”: Poszukiwania w toku

Recenzja Labasheeda "Status Seeking": Poszukiwania w toku

Holenderscy punkowcy powracają po pięciu latach z nowym krążkiem. Nie ma może rewolucji, ale ewolucja jest wyraźna. Jest głośno i gęsto, ale z artystycznym zacięciem

Labasheeda znaczy tyle, co „łóżko z jedwabiu”. I już samo to wydaje się cokolwiek dziwne, jak na nazwę postpunkowej kapeli. A skalę dziwaczności dopełnia fakt, że nazywa się tak pewna angielska wioska, kapela zaś pochodzi z Holandii. Konkretnie zaś, z Amsterdamu.

Ale to nie jedyne, co może zaskoczyć przy nieświadomym kontakcie z muzyką Labasheedy. Otóż muzycy generują zasadniczo ostre, hałaśliwe dźwięki wyrastające z post punkowej tradycji, jednak centralnym instrumentem, który charakteryzuje ich brzmienie, są skrzypce. Nie pojawiają się w każdym kawałku, czasem stanowią zaledwie akcent czy inny detal, choć często też dominują w brzmieniu całości. Rzecz w tym, że zawsze tworzą bardzo ciekawy kontrapunkt dla rockowego hałasowania i powodują, że muzyka Labasheedy jest jednocześnie zadziorna i nostalgiczna, drapieżna i melodyjna, gęsta i kameralna. Po pięciu latach przerwy, można przekonać się o tym na najnowszym krążku Holendrów, „Status Seeking”, który ukaże się na początku września.

Recenzja Labasheeda “Status Seeking”: Poszukiwania w toku

Od MC5 do Satie

„Status Seeking” to tytuł dobrze oddający charakter zarówno tej płyty, jak i całej drogi Labasheedy. Niby już na debiutanckim singlu „My City, Your Hometown” z 2005 roku, a już z pewnością na rok młodszym, pełnym albumie „Charity Box” ujawniły się wszystkie charakterystyczne cechy ich muzyki. Z jednej strony ewidentne rozkochanie w twórczości luminarzy zabawy hałasem, i to tak klasycznych jak The Velvet Underground, MC5, Sonic Youth czy Pere Ubu, z drugiej, równoległa skłonność do minimalizmu i ascezy, w których można doszukiwać się skojarzeń z niektórymi pracami Briana Eno, czy może nawet Erica Satie. Jeśli chodzi o Eno, to da się w muzyce Labasheedy pewną sympatię również dla wczesnego Roxy Music.

Jednocześnie jednak muzycy nigdy nie poprzestali na tak klasycznie wyznaczonych wzorach. Szukali. Z czasem ich granie zaczęło wzbogacać się o klimaty postronkowe, odwoływać się do kraut rocka, nie bało się zapuścić w rejony psychodelii, a z całą pewnością również dobrego popu. To ostatnie potwierdzają wzięte na warsztat covery. W 2013 roku ukazała się np. sześciootworowa EP-ka „Listen, The Snow Is Falling”, z której tytułowy kawałek pochodzi z repertuaru Yoko Ono. Z kolei na „Changing Lights” znaleźć można niezłą wersję kawałka „Circles” – autorstwa Pete Townshenda z The Who.

Wszystkie te poszukiwania dokumentują kolejne płyty: „A Twilight State” z 2010 roku, dwa lata młodsza „Castfat Shadows” czy ostatnia jak dotąd „Changing Lights”, z kilkoma singlami i EP-kami pomiędzy.

Opowieść na więcej smyczków

Skład zespołu zmieniał się parokrotnie, ale od jego podstawę co najmniej od 2009 roku stanowi duet: gitarzystka, skrzypaczka i wokalistka Saskia van der Giessen, oraz grająca na gitarze, ale obsługująca także instrumenty klawiszowe Arne Wolfswinkel. „Status Seeking” jest w całości ich dziełem, choć tym razem towarzyszył im większy niż zwykle zestaw gości. Było to niezbędne choćby z tej racji, że brzmienie grupy wzbogaciło się m.in. o altówkę i wiolonczelę. Ich udział nie jest natrętny – smyczki ja zwykle delikatnie wkomponowują się w agresywny charakter całości, robią jednak swoją robotę: wzbogacają harmonię, podkreślają melodię, czasem budują cały klimat, jak choćby w świetnym „False Flag”.

Na „Status Seekeng jest chyba nieco spokojniej i oszczędniej niż zazwyczaj, choć nie da się powiedzieć, by muzyka ta straciła pazury. Rytm pozostaje napastliwy, gitary młócą punkowo… Główna zmiana tkwi chyba raczej w wokalach Saskii, które stały się chyba bardziej narracyjne, jakby raczej grały, niż po prostu śpiewały – opowiadają jakieś historie. Ale to dobrze. Nie tracąc zadziorności, muzyka ta zyskała nowy klimat. A jeśli wierzyć tytułowi płyty – na tym nie koniec poszukiwań.

I kto wie, może wkrótce przekonamy się o tym w Polsce. Labasheeda zawsze dużo koncertowała, zazwyczaj jednak w Ameryce i Zachodniej Europie, choć często także w Czechach. Nie wypadało więc nie zadać pytania: Zobaczymy was w Polsce?

Saskia: Zawsze bardzo chciałam u was zagrać. Często gramy w Czechach, nie mamy daleko, więc myślę, że tak!

Recenzja Wojciech Lada

Leave a Reply